Cyberpunk 2077 |
Gdy rozpadła się rodzina Bakkerów, postanowiłem wziąć los w swoje ręce i opuścić Badlandy. Jak mi poszło? Chujowo. Słabe kontakty to równie słabe zlecenia. Ale i tak miałem szczęście – trafiła się robótka. Klient czekał z przesyłką. Wystarczyło podjechać, odebrać towar i przewieźć go do Night City. Nic trudnego, prawda? Gówno prawda. Samochód mi nawalił i co tu dużo mówić, musiałem zajechać do takiej małej mieściny, gdzie nabuzowany (zapewne jeszcze po Meksyku) szeryf przyszedł i zaczął się rządzić. Frajer. No nic, byle się nie dać sprowokować i można jechać dalej.
Cyberpunk 2077, Night City, Wiedźmiński Szlak, Cyberpunk Stories, Storycraft
51206
post-template-default,single,single-post,postid-51206,single-format-standard,edgt-core-1.3.2,ajax_fade,page_not_loaded,,vigor-ver-3.1, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,wpb-js-composer js-comp-ver-6.4.2,vc_responsive

Cyberpunk 2077

I see your eyes, I know you see me
you’re like a ghost how you’re everywhere
I am your demon never leaving
a metal soul of rage and fear

– Samurai, “Never fade away” –

 

Gdy rozpadła się rodzina Bakkerów, postanowiłem wziąć los w swoje ręce i opuścić Badlandy. Jak mi poszło? Chujowo. Słabe kontakty to również słabe zlecenia. Ale i tak miałem szczęście – trafiła się robótka. Klient czekał z przesyłką. Wystarczyło podjechać, odebrać towar i przewieźć go do Night City. Nic trudnego, prawda? Gówno prawda. Samochód mi nawalił i co tu dużo mówić, musiałem zajechać do takiej małej mieściny, gdzie nabuzowany (zapewne jeszcze po Meksyku) szeryf przyszedł i zaczął się rządzić. Frajer. No nic, byle nie dać się sprowokować i można jechać dalej.

 

Tak mniej wiecej rozpoczęła się moja przygoda z Cyberpunk 2077, od wizyty w serwisie samochodowym gdzieś na Badlandach i jednostronnej dyskusji z lokalną władzą. Szkoda, że później, w trakcie gry nie mogłem tam wrócić i wyrównać rachunków z rzeczonym pajacem. Z drugiej strony, wcale się też nie dziwię, że nie mogłem. Night City wciągnęło mnie, zmieliło, wypluło na śmietnik i… dało nowe życie.

Cyberpunk a inne gry

W moim małym rankingu gier, a gram mniej bądź bardziej intensywnie od dobrych kilkunastu lat (zalety dobrego rocznika), Cyberpunk plasuje się na pierwszym miejscu, pokonując takie gry jak: Wiedźmin, Hellblade, Horizon: Zero Dawn/Forbidden West, Life is Strange, RDR2, The Last of Us czy Mass Effect. Pewnie niektórzy z czytających złapią się za głowę – co za herezje opowiadam i tym podobne. Słuchajcie, każdy z nas patrzy na inne rzeczy w grach. Dla mnie, jako osoby stojącej po obu stronach barykady (konsument i twórca), najważniejsze są dialogi, klimat przedstawionego świata, muzyka i sposób narracji – a wszystkie te cztery aspekty są po prostu genialnie wykonane w Cyberpunk 2077.

 

Dialogi w Cyberpunk 2077

CD Project RED udowodniło, po raz kolejny, że umieją w literki i naprawdę, ich dialogi są świetnie wyreżyserowane. Nie spotkamy tu pompatycznych dialogów, których nikt nigdy by nie wypowiedział, bo zwyczajnie brzmią śmiesznie, a ociekające normalnością rozmowy pomiędzy bohaterem i otaczających go światem. Co więcej, to właśnie te dialogi bardzo mocno wpływają na to, co w samej tej grze jest najważniejsze, czyli napisana z rozmachem fabuła, która w odpowiednich dawkach wgniata w fotel.

 

 

 

Muzyka w Night City

Tutaj nie mam nic do zarzucenia, wręcz przeciwnie, kompozycje są genialne. Moment w Arasaka Tower, kiedy dochodzi do zbrodni i w tle zaczynamy słyszeć skrzypce – no ja miałem ciary. Takich momentów jest więcej. Do tego muzyka świetnie uzupełnia narracje wielu scen, choć te i tak bronią się same.

 

Neonowy blask miasta i otaczająca go pustynia

Gdyby ktoś zapytał mnie jak wyobrażam sobie świat w konwencji Cyberpunku to odpowiedziałbym, że dokładnie tak jak przedstawili go w Cyberpunk 2077. Świat pełen neonów i brudu, dystopijna rzeczywistość, gdzie korporacje rządzą światem i manipulują rzeczywistością na swoją brudną korzyść. Do tego jeszcze otaczające dystopie połacie zniszczonej ziemi, pustyń, prerii, gdzie rządzi bezprawie. Po drugiej zaś stronie cyberprzestrzeń i odgrodzona od niej Blackwallem macierz złowrogich SI. Perfekcyjnie!

Narracja w Cyberpunk 2077

Wszystko to co dopiero wspomniałem zostało okraszone, zajebistą i zarazem cholernie dramatyczną fabułą. Nasze życie w Night City rozpoczynamy od określonego statusu quo. Jako nomada (w moim przypadku) odłączyłem się od nomadzkiej rodziny i na własną rękę robię zlecenia, ogarniam brykę i powoli, ale systematycznie, zmierzam do Night City. Wejście do samego Night City staje się możliwe za sprawą przewodnika, Jackie Welles, który zarazem staje się naszym przyjacielem i swoistym mentorem – to on bowiem pokazuje nam czym jest życie najemnika, ogarnia pierwsze zlecenia i to razem z nim jeździsz na misję. Mało tego, to pod jego dachem mieszkamy przez pierwszy okres naszego życia w Night City. Później dorabiamy się własnego samochodu, w końcu i własnego mieszkania, i zaczynamy żyć pełną piersią jako mało znany, ale zyskujący renomę najemnik. Można powiedzieć, że jest zajebiście. Do czasu.

 

W pewnym momencie dochodzi do zaburzenia statusu quo – dosłownie, dochodzi do jego zniszczenia. Cały nasz świat zostaje zniszczony. Tracimy przyjaciela. Tracimy też i siebie. Ostatni moment, kiedy głosem pełnym żalu, błagania i wściekłości wykrzykujemy w stronę Dexa, że go znajdziemy… kulka w łeb. Koniec.

 

Budzimy się na śmietnisku. A raczej, budzi nas nasz anioł stróż. Pojawia się nowy przewodnik – przewodnik, z którym żyjemy w konflikcie interesów. Z jednej strony daje nam motywację, wyznacza cel, z drugiej prowadzi do naszej nieuniknionej śmierci. Zaczyna się gonitwa, a my staramy się po prostu przetrwać. Lawirujemy pomiędzy fixerami, szukamy śladów, łączymy kropki – jesteśmy coraz bliżej. Ale im bliżej jesteśmy jakiegoś celu, tym bardziej coś musi się spierdolić. Raz za razem lądujemy u rippera, który składa nas do kupy – za każdym razem jest coraz gorzej. Widmo śmierci jest coraz bardziej realne, a dialogi, muzyka i cała cholerna narracja jeszcze bardziej daje nam odczuć to co przeżywa V (to co przeżywamy my).

To jest właśnie urok bycia V. Jest to bowiem postać kartka, którą sami wypełniamy własnymi pomysłami i oczywiście dialogami, konsekwencjami podjętych decyzji. Dzięki temu dużo łatwiej przychodzi nam przejęcie sterów, gdzie w przypadku innych gier, z powodu już mocno nakreślonych bohaterów, bardziej przypominamy widza siedzącego obok i śledzącego poczynania protagonisty.

 

Podsumowanie

Wiecie, każdy inaczej odbierze ten tytuł – tutaj nie ma co się oszukiwać. Cyberpunk jest grą świetną, ale też nie dla każdego – nie każdy bowiem będzie umiał wczuć się w bycie V (a to właśnie ta immersja jest najważniejsza w tym wszystkim). Dlaczego nie każdy? Bo każdy z nas ma inną wrażliwość. Im bardziej ktoś jest empatyczny, tym bardziej ta gra go uderzy – dosłownie. Mnie zakończenie zmiotło z nóg. Siedziałem wsłuchany w finałową kompozycję, oglądałem wymianę zdań pomiędzy V. a Silverhandem… później strzał i napisy końcowe, a podczas tych napisów nagrania postaci, których poznaliśmy w Night City. Bo jak to mówią, tak łatwiej pogodzić się ze stratą kogoś, kogo kochaliśmy.

Czy zmieniłbym coś w Cyberpunk 2077

Wydaje mi się, że byłyby to lekkie kosmetyczne zmiany – kilka dodatkowych opcji w zakresie customizacji mieszkania, może samochodu, i bardziej rozwinąłbym system według jakiego świat reaguje na nasze poczynania (reputacje). Na pewno też napisałbym więcej misji pobocznych na poziomie takich questów jak ‘Bunraku’ czy ‘Kwestia Ceny’. Niestety, mimo pomysłów i pasji do pisania, nie mam za sobą wydanych opowiadań czy książek, które pozwoliłyby mi wejść w rolę ‘pisarza’ u Redów. Cóż, w takim razie nie pozostaje mi nic innego jak opisać je w formie opowiadań lub napisać i wydać własną grę.

No Comments

Post a Comment